Za długo nie tłumacząc się, dlaczego tak długo mnie tu nie
było (bo praca, bo dom, bo dzieć chory, bo wolałam obejrzeć film ;-P) wracam do
pokazywania wam, jak smakowaliśmy ostatnio we trójkę. Żeby was nie zmyliła moja
nieobecność – przez ostatni miesiąc udało się nam odwiedzić Yeżyce Kuchnia,
Thanh Ha, Raj, Cafe Bajarka, Blubra Cafe, Czarne Mleko i Humhum, do którego
zabieram was dziś.
To było tak. Sobota, leniwe przedpołudnie, czyli standard –
zakupy, wizyta u pediatry (sezon chorobowy w pełni, nie pomaga pogoda typu
„wilgoć i zgnilizna” – cyt. pediatry), sprzątać by trza, obiad ugotować by
trza, ale po co, gdy tuż tuż, dosłownie 7 minut tramwajem od naszego domu można
spróbować fantastycznej libańskiej kuchni. Początkowo planowaliśmy spróbować
pulled pork’ów, ale że Wyczesane Porki w soboty otwarte dopiero od 16:00,
szukaliśmy czegoś innego. My do 16:00
dalibyśmy radę wytrzymać, dla spróbowania porków wszystko, ale dzieć nie
wybaczyłby nam tego ;-) 14:00 obiadek musi być ;-) Zatem przepiękna Śródka na
spacer i jedzonko w Humhum.
Przez ani jedną minutę przebywania w tej restauracji nie
żałowałam naszej decyzji. Począwszy od menu, którego samo czytanie doprowadzało
moje kubki smakowe do szaleństwa, skończywszy na samym jedzeniu. Na początek
hummus z awokado i kolendrą, podany z libańskim chlebkiem, zielonymi i czarnymi
oliwkami oraz jabłuszkiem kaparowym. Pełna miska z wielkim jak naleśnik chlebem
jedyne 13 zł, dobrze jest? Hummus kocham miłością od pierwszego spróbowania,
kręcony był w mej własnej kuchni przeze mnie i szczerze nie wiem, dlaczego
zaprzestałam kręcenia ;-) Teraz przypomniało mi się, jak pyszna jest ta pasta,
jak ciekawie można ją połączyć z innymi składnikami (w Humhum zjecie hummus na
kilka sposobów, m.in. w tej smakowanej przeze mnie wersji). Dawid spróbował kremowej
zupy z czerwonej soczewicy – była rozgrzewająca, dość pikantna. Młoda jako
amator zup wszelakich upierała się, że spróbuje, co skończyło się małym
wypadkiem ;-) Zupa była dla niej zbyt doprawiona, więc żeby „zabić” ostry smak
podałam jej hummus. Niestety ten też nie przypadł do gustu – skończyło się na
pluciu wszystkim dookoła ;-) Na szczęście był jeszcze tłoczony sok jabłkowy,
który ukoił jej mocne doznania smakowe ;-)
Na danie główne zamówiłam wegetariański falafel. Dawid jako
urodzony optymista i osoba patrząca na wszystko
przez różowe okulary zapowiedział „Na pewno? Będzie tłuste, wysuszone i
niedobre, no ale jak chcesz ryzykować...”. Opłaciło mi się to ryzyko – falafel (
podany w kształcie serduszka – czy to tak walentynkowo czy standardowo? nie wiem ;-))
pierwsza klasa - pachnący, chrupiący, bardziej jak pieczony niż smażony,
delikatny. Podany z grillowaną cukinią, bakłażanem, marynowanymi warzywami, z
sosami i libańskim chlebkiem. Mniam. Porcja olbrzymia (a koszt 17 zł!),
najadłam się ja, Ala a i jeszcze Dawid spróbował. Jemu również smakowało J Jego danie, jagnięcina w pomidorach, równie pyszne, aromatyczne, pełne przypraw, smakowało i
młodzieży. Podsumowując temat jedzenia: jest bardzo dobrze, jest smacznie, jest
dużo.
Organizacyjnie wizyta z dzieckiem tam może być trudna.
Restauracja jest malutka, stoliki postawione są bardzo blisko siebie, są też
niewielkie, więc rozkładanie się z dziecięcym majdanem to nie tu ;-) Nie ma
również miejsca na to, by dziecko swobodnie sobie pospacerowało po restauracji –
po pierwsze mała przestrzeń, po drugie w restauracji stoi rozgrzany piec, który
jest po prostu dla maluchów niebezpieczny. Nam trudno było opanować dwulatkę,
która wszędzie musi wejść, wszystko zobaczyć i to najlepiej sama. Brak również
udogodnień dla dzieciaków typu krzesełko, przewijaka nie sprawdziłam (za każdym
razem jak piszę post, przypominam sobie, że miałam to robić, tak samo jak
fotografować zanim zjem swoje danie ;-) ale pracuję nad tym ;-)). W menu ze
spokojem za to znajdziecie potrawy, które można podać dziecku. Czyli można bez
menu "dzieciowego" zaproponować coś zdrowego, lekkiego, smacznego, odpowiedniego
dla malucha.
Chciałabym jeszcze podkreślić bardzo miłą, uprzejmą i
sympatyczną obsługę w restauracji. Lubię również, gdy w restauracji widać kuchnię
i to, jak powstają potrawy. Tu też to znajdziecie. Podoba mi się również
wystrój restauracji, kolory i atmosfera miejsca, nieskrępowana, swobodna, po
prostu przyjazna.
Dla samego jedzenia warto się tu wybrać, mimo pewnych
niedogodności związanych z pobytem tam z dzieckiem. Polecam dla rodziców z
małymi maluszkami (nie chodzącymi) lub nieco bardziej wyrośniętymi, umiejącymi
usiedzieć na miejscu 15 min. (czas jedzenia zakładam ;-)) brzdącami. My
ogarnialiśmy tam dwulatkę - wytrzymała tyle, na ile starczyło jedzenia i picia
;-)
Wrócimy jednak, bo dla tych smaków warto, jest jeszcze kilka
potraw z menu, które chciałabym spróbować. Dziecko najwyżej damy do kuchni do
pomocy ;-)
CO: Humhum
GDZIE: Ostrówek 15, Poznań
JAK: kuchnia libańska
WWW: https://www.facebook.com/humhumpoznan/
DLA DZIECKA: brak udogodnień dla rodzin z dziećmi, ale to jedzenie..... :-)