czwartek, 31 grudnia 2015

Drukarnia Skład Wina & Chleba

W moim byciu siostrą nastąpił taki moment, że zabrałam swoją siostrę na kolację z okazji jej zaręczyn :-) Tak, tak, ZARĘCZYN :-) Ja wiem, że Boże Narodzenie, że Nowy dwatysiąceszesnasty, że urodziny męża, ale na pierwszym planie aktualnie są zaręczyny :-)

Korzystając z okazji, że świeżo zaręczeni odwiedzili nas w Poznaniu, zabraliśmy ich na świętowanie do Drukarni Skład Chleba & Wina. Podążamy za Poznan Culinary Fest - Drukarnia zdobyła pierwsze miejsce. Bez problemu udało się nam zarezerwować stolik na popołudnie dla 4 osób + dziecka jeszcze tego samego dnia. Gdy przyszliśmy do restauracji miejsce już było dla nas gotowe, łącznie z krzesełkiem do karmienia. Wystrój jest nowoczesny. Restauracja podzielona jest na trzy części - w pierwszej znajduje się, oprócz części restauracyjnej, obszerny bar i półki z pieczywem własnego wypieku, które można zakupić na miejscu (bagietka pszenna 3 zł, chleby wszelakie - cena uzależniona od rodzaju i dodatków, w granicy kilku złotych). Druga część, usytuowana na półpiętrze, mieści same stoliki (przez niewielkie okno można z niej podejrzeć kuchnię ;-)). Z trzeciej części, w której znajduje się kilka stolików, można wyjść na podwórko, można też obserwować pracę kuchni.

W restauracji jest dość gwarno. Ponieważ biesiadowaliśmy w trzecim pomieszczeniu, ten gwar dodatkowo wzmacniały odgłosy pracy kuchni. Osobiście mi to odpowiada, jednak dla osób z niemowlakami odradzam wizytę w tym miejscu (chyba, że niemowlaki z tych odpornych na bodźce ;-)) Nasza dwulatka była na początku dość przytłoczona, jednak szybko się ośmieliła i samodzielnie podchodziła do stolika przygotowanego dla maluchów, zarządzając rysowanie, czytanie i przenoszenie zabawek z kąta w kąt restauracji :-)

Menu jest bardzo zróżnicowane, każdy znajdzie coś dla siebie. My spróbowaliśmy burgery, które zostały podane z surówką i frytkami. Mięso przyrządzone idealnie. Bułka, własnego wypieku, jak dla nas nieco za twarda, w smaku genialna. Dodatki - pomidor, ogórek, sałata, majonez, ketchup, czyli standardowo. W ogólnej ocenie na plus, choć gdybym chciała wybrać się raz jeszcze na burgera w Poznaniu, zdecydowałabym się na inne miejsce (o tym wkrótce ;-)).

Wybraliśmy również przystawkę - hummus i babangusz podawane z pitą z ciecierzycy. Ta przystawka była najmocniejszym punktem wieczoru. Pita była delikatna, miękka, hummus to mistrzostwo świata! Jako czekadełko wjechała też na nasz stół tapenada z bagietką, własnego wypieku oczywiście, oczywiście pyszna :-)

Muszę poruszyć temat menu dziecięcego, w którym jest jedna potrawa - filet z kurczaka w panko (japońska panierka, grube okruszki pieczywa), marchewka i frytki. Ja wiem, że dzieci lubią kurczaka i frytki... Ale wiem też, jak dużo zależy od nas samych jeśli chodzi o kształtowanie nawyków żywieniowych dzieci, ich jedzeniowego gustu. Czy na pewno smażone mięso i smażone ziemniaki to dobry wybór? Jeśli chodzi o menu Drukarni znajduje się w nim co najmniej kilka innych dań, które z dużo większym przekonaniem poleciłabym dla maluchów (przykładowo wegetariański burger z fasoli i pieczonych buraków, pyszny, pachnący kminkiem i rozmarynem, estetycznie podany, bomba :-)). 

I mam taką refleksję, że może w restauracjach nie jest potrzebne wcale odrębne, "dzieciowe" menu? Przecież dobrze przyrządzona potrawa, ze świeżych składników, z użyciem dobrych tłuszczów, będzie odpowiednia również dla dziecka. Nawet tego małego. Może więc warto zadbać, by po prostu takich dań nie zabrakło w restauracyjnej karcie? Zyskają na tym nie tylko maluchy :-)

Takich dań nie brakuje w karcie Drukarni, zatem my wrócimy :-)
Tym razem na udona :-)

Do zobaczenia!

CO: Drukarnia Skład Wina & Chleba
GDZIE: ul. Podgórna 6, Poznań
JAK: burgery, steki, śniadania, inne dania :-), chleb własnego wypieku wkomponowany w podawane potrawy
WWW: http://poznan-drukarnia.pl/pl/poznan/
DLA DZIECKA: krzesełko do karmienia, stolik z dziecięcymi zabawkami (kredki, kolorowanki, książeczki, maskotki, klocki, drewniane auta), jedna potrawa w dziecięcym menu, za przewijakiem się nie rozglądałam ;-), przestrzeń dla nieskrępowanego ruchu młodzieży :-)

wtorek, 29 grudnia 2015

Bistro La Cocotte + Targ Śniadaniowy

Wiosna rozpieszcza nas tej zimy ;-)

Dużo spacerujemy, szwędamy się i oczywiście kulinarnie rozpieszczamy. Nie inaczej było w przedświąteczną niedzielę. Rano odwiedziliśmy Betlejem Poznańskie (na tyle wcześnie, że wszystko było pozamykane, ale 10:00 to w końcu środek dnia! ;-P) i świąteczną edycję Targu Śniadaniowego w Nowej Gazowni. Targi Śniadaniowe kochamy miłością od pierwszego odwiedzenia i to z wzajemnością, bo zawsze coś pysznego się nam trafi. Te zimowe, organizowane w Nowej Gazowni, mimo swego niezaprzeczalnego uroku (szczególnie w wersji świątecznej), mniej nas przyciągają niż te, które odbywały się w lecie. Jednak jedzonka na trawie, świeżym powietrzu nic nie zastąpi :-) Jeśli jednak chcielibyście spróbować "śniadaniowania" w wersji zimowej, już 10 stycznia odbędzie się kolejny targ na Chwaliszewie (po informację i cały zimowy harmonogram odsyłam tu - targsniadaniowy.pl).

Po południu trafiliśmy do Bistro La Cocotte (dalej po prostu BLC ;-P). A wszystko dzięki Poznan Culinary Fest, w ramach którego BLC zdobyło trzecie miejsce (efekt głosowania uczestników wydarzenia). Pomysł na miejsce był mój, Dawid dość niechętnie się zgodził ("kuchnia francuska??? ja wiem, że jedna z najlepszych na świecie, ale, że francuska??? cykoria w beszamelu??? ;-) naleśniki??? fu". Swoją drogą, kto nie lubi naleśników? ;-)). Zresztą wyjścia nie miał, to było moje zaległe imieninowe wyjście. Myślę, że żadne z nas nie żałowało tej decyzji. Samo miejsce urocze, ciepłe, domowe. Przestrzeń zorganizowana w taki sposób, że dzieć swobodnie mógł poruszać się między stolikami. Obsługa przemiła, bardzo pomocna podczas wyboru dań, z dużą wiedzą na temat serwowanych potraw, sposobu ich przyrządzania. Zamówiliśmy zupę cebulową, krem z zielonego groszku, doradę, kaczkę, a dla młodzieży eskalopki (porcji połowa). Wszystko było bardzo, bardzo, bardzo pyszne, kolorowe, świeże. Na widok niesionych talerzy Ala krzyczała "moje moje moje moje moje" ;-) Wspólnie z córą zjedzony zielony krem był delikatny i mocno warzywny, Dawidowi chyba smakowała cebulowa, ale do końca nie wiem, bo nie podnosił buzi znad parującej miski ;-) Zapachy z niej leciały zacne (z miski ;-P) Eskalopki zjedliśmy raczej my (warto było), Ala zajadała rybę i pieczone warzywa, które były podane z aksamitnym, majonezowym sosem.

Stop. Jest godzina 22:45, zaraz pójdę coś zjeść ;-)
Stanowczo muszę się tak zorganizować, aby pisać w południe ;-)

Dawid wspomina, że na kaczkę chętnie by wrócił. Jednym słowem pojedliśmy :-) Troje pojadło :-) Na deser nie było miejsca. Coby dopełnić pozytywne wrażenia dodam, że obsługa była bardzo pozytywnie nastawiona do małego gościa, co odczuwalne było w drobnych gestach jak przykładowo podanie zabawki, uśmiech. Czuliśmy się tam bardzo dobrze, wrócimy!

Z pełnymi brzusiami przeszliśmy się raz jeszcze po Betlejem Poznańskim - było już tłoczno, ale za to klimatycznie, z choinką, z rozświetlonymi ozdobami, kolędami. A my w tym wszystkim jak te toczące się bałwanki zmierzaliśmy do domku ;-)

I to już koniec bajki pierwszej, bajki o francuskiej kuchni, którą ja wybrałam, a Dawid polubił ;-)
Maluch chyba też :-)

CO: Bistro La Cocotte
GDZIE: ul. Murna 3A, Poznań
JAK: kuchnia francuska
WWW: http://bistrolacocotte.pl/
DLA DZIECKA: krzesełko do karmienia, miejsce do nakarmienia malucha, brak "dzieciowego" menu, jednak istnieje możliwość zamówienia 1/2 porcji standardowego dania, drobne zabawki dostarczone przez kelnerkę :-)

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Ale o co chodzi? Czyli od początku.



A to właśnie mała inspiracja do powstania bloga :-)

Uwielbiamy jedzenie - rozmawianie o jedzeniu, gotowanie, kupowanie, czytanie, pisanie o jedzeniu, próbowanie, kosztowanie, podróżowanie przez smakowanie, jedzenie w restauracji, na pikniku, w domu, u sąsiadów lubimy też jeść ;-P, świętujemy jedząc :-) Miejsca, które odwiedziliśmy, kojarzymy przez potrawy, które tam kosztowaliśmy. Planując podróż w pierwszej kolejności zastanawiamy się i marzymy, gdzie będziemy jeść (na wyjeździe zresztą każdy dzień zaczynamy od pytania "to gdzie dziś obiad?", kto z nami podróżował, wie ;-P)

My, czyli Kasia + Dawid.
A "mała inspiracja", czyli córa Ala, dziarskim krokiem zaczyna dorównywać nam w tej pasji :-)

Było dla nas jasne, że jak tylko usiądzie, dostanie do ręki łyżkę, widelec i zacznie swoją przygodę ze smakami (polecamy BLW - http://babyledweaning.pl/). I że zaczniemy w trójkę poznawać nowe, ciekawe kulinarne miejsca.

Na blogu chciałabym Wam pokazać miejsca, które odwiedziliśmy do tej pory wspólnie, w trójkę (a czasem w większym towarzystwie). Opisać, na ile wybranie się do nich z dzieckiem jest dobrym pomysłem - jakie oferują udogodnienia dla dzieci, menu, jakie jest podejście obsługi do małych gości. Rozumiemy, że nie każde miejsce jest odpowiednie dla rodziny z dzieckiem - planując wyjście do restauracji bierzemy to pod uwagę tak, żeby i nam i pozostałym odwiedzającym było komfortowo. Na blogu pojawią się głównie restauracje z Poznania i okolic, ale także miejsca, które odwiedziliśmy przy okazji naszych podróży.

Ponieważ "ograniczenia i limity nie interesują mnie" ;-P, będę pisała również o tematach jedzeniowych wszelakich - chciałabym Wam pokazać naturalną metodę rozszerzania diety niemowląt (wspomniane już BLW), ciekawe przepisy, inspiracje kulinarne, z których korzystamy, wydarzenia kulinarne.
Boję się tylko, że nie nadążę za opisywaniem wszystkiego. Musimy po prostu przestać tyle jeść ;-P

Zapraszam Was do czytania :-)