wtorek, 29 grudnia 2015

Bistro La Cocotte + Targ Śniadaniowy

Wiosna rozpieszcza nas tej zimy ;-)

Dużo spacerujemy, szwędamy się i oczywiście kulinarnie rozpieszczamy. Nie inaczej było w przedświąteczną niedzielę. Rano odwiedziliśmy Betlejem Poznańskie (na tyle wcześnie, że wszystko było pozamykane, ale 10:00 to w końcu środek dnia! ;-P) i świąteczną edycję Targu Śniadaniowego w Nowej Gazowni. Targi Śniadaniowe kochamy miłością od pierwszego odwiedzenia i to z wzajemnością, bo zawsze coś pysznego się nam trafi. Te zimowe, organizowane w Nowej Gazowni, mimo swego niezaprzeczalnego uroku (szczególnie w wersji świątecznej), mniej nas przyciągają niż te, które odbywały się w lecie. Jednak jedzonka na trawie, świeżym powietrzu nic nie zastąpi :-) Jeśli jednak chcielibyście spróbować "śniadaniowania" w wersji zimowej, już 10 stycznia odbędzie się kolejny targ na Chwaliszewie (po informację i cały zimowy harmonogram odsyłam tu - targsniadaniowy.pl).

Po południu trafiliśmy do Bistro La Cocotte (dalej po prostu BLC ;-P). A wszystko dzięki Poznan Culinary Fest, w ramach którego BLC zdobyło trzecie miejsce (efekt głosowania uczestników wydarzenia). Pomysł na miejsce był mój, Dawid dość niechętnie się zgodził ("kuchnia francuska??? ja wiem, że jedna z najlepszych na świecie, ale, że francuska??? cykoria w beszamelu??? ;-) naleśniki??? fu". Swoją drogą, kto nie lubi naleśników? ;-)). Zresztą wyjścia nie miał, to było moje zaległe imieninowe wyjście. Myślę, że żadne z nas nie żałowało tej decyzji. Samo miejsce urocze, ciepłe, domowe. Przestrzeń zorganizowana w taki sposób, że dzieć swobodnie mógł poruszać się między stolikami. Obsługa przemiła, bardzo pomocna podczas wyboru dań, z dużą wiedzą na temat serwowanych potraw, sposobu ich przyrządzania. Zamówiliśmy zupę cebulową, krem z zielonego groszku, doradę, kaczkę, a dla młodzieży eskalopki (porcji połowa). Wszystko było bardzo, bardzo, bardzo pyszne, kolorowe, świeże. Na widok niesionych talerzy Ala krzyczała "moje moje moje moje moje" ;-) Wspólnie z córą zjedzony zielony krem był delikatny i mocno warzywny, Dawidowi chyba smakowała cebulowa, ale do końca nie wiem, bo nie podnosił buzi znad parującej miski ;-) Zapachy z niej leciały zacne (z miski ;-P) Eskalopki zjedliśmy raczej my (warto było), Ala zajadała rybę i pieczone warzywa, które były podane z aksamitnym, majonezowym sosem.

Stop. Jest godzina 22:45, zaraz pójdę coś zjeść ;-)
Stanowczo muszę się tak zorganizować, aby pisać w południe ;-)

Dawid wspomina, że na kaczkę chętnie by wrócił. Jednym słowem pojedliśmy :-) Troje pojadło :-) Na deser nie było miejsca. Coby dopełnić pozytywne wrażenia dodam, że obsługa była bardzo pozytywnie nastawiona do małego gościa, co odczuwalne było w drobnych gestach jak przykładowo podanie zabawki, uśmiech. Czuliśmy się tam bardzo dobrze, wrócimy!

Z pełnymi brzusiami przeszliśmy się raz jeszcze po Betlejem Poznańskim - było już tłoczno, ale za to klimatycznie, z choinką, z rozświetlonymi ozdobami, kolędami. A my w tym wszystkim jak te toczące się bałwanki zmierzaliśmy do domku ;-)

I to już koniec bajki pierwszej, bajki o francuskiej kuchni, którą ja wybrałam, a Dawid polubił ;-)
Maluch chyba też :-)

CO: Bistro La Cocotte
GDZIE: ul. Murna 3A, Poznań
JAK: kuchnia francuska
WWW: http://bistrolacocotte.pl/
DLA DZIECKA: krzesełko do karmienia, miejsce do nakarmienia malucha, brak "dzieciowego" menu, jednak istnieje możliwość zamówienia 1/2 porcji standardowego dania, drobne zabawki dostarczone przez kelnerkę :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz