niedziela, 5 lutego 2017

Luizjana/TORUŃ

W związku z moim nowym, hedonistycznym podejściem do życia ;-P w tym roku zaszalałam z organizowaniem urodzin dla męża mego. Były prezenty, były odwiedziny w poznańskich restauracjach (przepyszne śniadanie w Lavendzie na ul. Wodnej, obiad w Why Thai na ul. Kramarskiej), było kino (a jakże, "Gwiezdne wojny" brand new wjechały :-)) i był wyjazd -niespodzianka do Torunia.

Temperatura -14 za oknem oczywiście sprzyjała spacerowaniu po jakże uroczym mieście ;-P, zatem jak można się domyślić swój czas poświęciliśmy głównie na poznanie gastronomicznej oferty miasta. Moja poprzednia wizyta w Toruniu i wspomnienia kulinarne niestety nie napawały mnie optymizmem (może chodzi też o to, że wówczas była to moja pierwsza "daleka" podróż motocyklem, która zakończyła się wylaniem morza łez gdzieś w okolicach Gniezna i zapewnieniem "nigdzie dalej nie jadę", co brzmi śmiesznie w kontekście tego, że już kilka miesięcy później dojechaliśmy na motocyklu m.in. do Chorwacji ;-)) Tym razem jednak było bardzo, bardzo dobrze. Może dlatego, że przyłożyliśmy się do wyboru miejsca? Trafiło na Restaurację Luizjana, specjalizującą się w kuchni kreolskiej (w Poznaniu nie mamy szansy spróbować takich dań, stąd nasza decyzja). Na restauracyjnym www przeczytaliśmy, że właściciele spędzili siedem lat na południu Stanów Zjednoczonych i zapragnęli przenieść smaki Nowego Orleanu właśnie w toruńskie strony. Kuchnia kreolska, jak czytamy, łączy w sobie najlepsze aspekty kuchni francuskiej, włoskiej, karaibskiej, afrykańskiej oraz kuchni południa Stanów Zjednoczonych. Brzmi dobrze? Nas zachęciło :-)

To, co "sprzedało się" przez słowo pisane, potwierdzone zostało na talerzu :-) Wszystkie dania, które próbowaliśmy były rewelacyjnie smaczne, bogate w aromaty, przyprawy, zioła. Smakowały nam tak bardzo, że wróciliśmy tam jeszcze raz podczas naszego zaledwie dwudniowego pobytu (popularność i jakość kuchni potwierdzają też kolejki przed restauracją). I zapowiadam, wrócę na pewno! (koniecznie na gumbo, którego nie udało mi się spróbować). Cała nasza trójka próbowała różnorodnych dań - z przekąsek wybraliśmy krążki cebulowe (kruche, chrupiące, z pysznym sosem, numer 1 Ali), dalej poszła zupa cebulowa (idealna na takie temperatury) i rosół (tu znów Ala, pozycja z menu "dzieciowego"), z "konkretów" steki (przepyszny, kruchy stek z antrykotu podany z frytkami stekowymi, sosem i pikantną sałatką coleslaw - w takiej wersji jadłam pierwszy raz i nie chcę już w innej!), policzki wołowe podane z puree truflowym i oczywiście jambalaya! (tradycyjny nowoorleański ryż z warzywami, w wybranej przez nas wersji z krewetkami i chorizo). Na samo wspomnienie wizyty tam mam ochotę na więcej! :-) (mam nadzieję, że też to czujecie :-))

Wnętrze jest spójne z koncepcją kuchni, podobnie z muzyką.
Sama restauracja dla rodziców z małymi dziećmi może być niekomfortowa (niewiele miejsca w środku, dość ciasno ustawione stoliki, duży ruch w restauracji, brak "dzieciowych" udogodnień, mała toaleta - jak przebrać/nakarmić malucha?). Dla naszego trzylatka było ok dzięki temu, że bardzo uprzejma obsługa zaproponowała w ekspresowym tempie czasoumilacze w postaci kredek, kolorowanek. To skutecznie zajęło czas oczekiwania. Niestety wszelkie wycieczki, spacery po knajpce nie są możliwe ze względu na małą przestrzeń i możliwą kolizję z personelem ;-)
Menu "dzieciowe" jest krótkie i zawiera dość tendencyjne dania (nuggetsy, kurczak z marchewką, rosół) - trzeba jednak przyznać, że rosołek w wersji dziecięcej był bardzo smaczny. Ze spokojem można również dobrać ze standardowej karty danie dla dziecka (np. rybę czy ryż z dodatkami wszelakimi).

Kilka słów jeszcze o innych atrakcjach Torunia, również w kontekście pobytu z dzieckiem. Polecamy:

1. Centrum Nowoczesności Młyn Wiedzy, http://mlynwiedzy.org.pl/ - na sześciu piętrach znajdują się wystawy popularyzujące osiągnięcia nauki, techniki, kultury, a wszystko interaktywnie, przy wsparciu animatorów, wiele wystaw dopasowanych do nawet małych dzieci (Rzeka to nasza ulubiona :-)). Miejsce w 100% realizuje postawiony sobie cel - wzbudzanie ciekawości świata oraz upowszechnianie nowoczesnych metod kształcenia. Na dwóch piętrach znajdują się również miejsca przeznaczona do odpoczynku - są tam pufy, automaty z przekąskami i napojami, toalety. Spokojnie można tam nakarmić/przewinąć dziecko, odpocząć. Z naszą trzylatką udało się nam zobaczyć wszystkie ekspozycje, zajęło nam to (przy dość szybkim tempie) ok. 3h. Hitem była: wspomniana rzeka, czyszczenie zębów ogromną szczotką, telefon tarczowy i zaglądanie do brzucha człowieka ;-)






2. Żywe Muzeum Piernika, http://muzeumpiernika.pl/ - podczas godzinnej wizyty w muzeum (które w niewielkim stopniu wpisuje się w standardowe wyobrażenia o muzeum ;-)) dowiedzieliśmy się, jak zrobić tradycyjnie pierniki, ba! sami takie zrobiliśmy i ozdobiliśmy (maluch też!), mogliśmy zobaczyć, jak to "drzewiej" bywało z piernikowym biznesem ;-), dostaliśmy swoje wypieki w prezencie, a wszystko prowadzone lekko, z humorem, w średniowiecznym klimacie :-) Polecamy! Nudzić się nie będziecie.





A na końcu polecamy jeszcze hotel Copernicus  (http://www.copernicustorunhotel.com/), gdzie i dla was i dla dzieci są: bawialnia, basen, wspaniały widok na Toruń i pyszne śniadanka (choć weekendowo dość tłoczno).

Żałujemy, że nie udało się być w Planetarium (my już widzieli te parę lat temu, ale chcieli jeszcze raz :-)) i Ogrodzie Zoobotanicznym, ale to jeszcze przed nami :-) Trzeba w końcu pielęgnować tę hedonistyczną część mojego jestestwa :-) Czołem!


CO: Restauracja Luizjana
GDZIE: ul. Mostowa 10, Toruń
JAK: kuchnia kreolska
WWW: http://restauracjaluizjana.pl/
DLA DZIECKA: menu "dzieciowe", kredki, kolorowanki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz