czwartek, 9 marca 2017

Gringo Bar

Kiedyś, dawno, dawno temu, za siedmioma górami i rzekami (nie, nie miesiąc temu ;-P) moje wyobrażenie o kuchni meksykańskiej budowały dwa miejsca - Czerwone sombrero i The Mexican. Na tamte czasy całkiem dobre wyobrażenie ;-) A potem czas studiów się skończył ;-P
Nastał czas kuchni azjatyckiej, włoskiej, polskiej w nowym wydaniu i każdej innej, ale nie meksykańskiej. Na sentymentalne zrywy pod tytułem "może pójdziemy do The Mexican?" (moje zrywy, oczywiście), Dawid reagował dziwnym grymasem, co najmniej, jakbym chciała mu podać na obiad naleśniki (i tu wyjaśnienie - według niego naleśniki to typowa kolacja.... tak, on jest dziwny). Rok temu z ciekawości wybraliśmy się do Mamasitas na ul. Taczaka - tamtejsza kuchnia, zupełnie różna od "themeksykańskich" i "czerwonosombrerowych" specjałów, bardzo nam posmakowała. Mieliśmy tylko problem z wybraniem potrawy dla naszej półtorarocznej wówczas córy - wszystko było dość pikantne. Samą wizytę wspominam jednak bardzo sympatycznie - jedzenie było świeże, smaczne, fajnie podane. Knajpka dostosowana dla dzieci - udogodnień mnóstwo, zaczynając od krzesełek do karmienia, idąc przez kącik zabaw dla dzieci, skończywszy na dużej toalecie, gdzie można dokonać czynności wiadomych (dla mniej domyślnych - przebrać dziecko, zmienić pieluchę ;-)). Pamiętając tę wizytę skusiliśmy się ostatnio na wypad do Gringo Baru i nie żałuję ani jednej minuty tam spędzonej - było pysznie, klimatycznie, "tak inaczej" (ulubione stwierdzenie naszych mam, gdy próbują czegoś, co my gotowaliśmy, coś pomiędzy "smaczne" a "tego nie da się jeść", w kontekście Gringo Baru zastosowane w samych superlatywach :-))

I tu zaczynam swoje peany na temat tego miejsca.

RAZ - zalety dzieciowe. Są kolorowanki i kredki, jest nieskrępowana atmosfera, która powoduje, że z dzieciem będziecie się czuć po prostu swobodnie. Jest, o ile mnie pamięć nie myli, toaleta wyposażona w chusteczki nawilżane! :-) Są sztućce jednorazowe, drewniane, dla dziecka idealne. Potrawy podane są w pudełkach - możecie zapomnieć o pilnowaniu, by nic nie stało się talerzom w stylu Ludwika XV.  Poza tym, jeśli dziecko czegoś nie da rady zjeść, zawsze takie pudełko możecie po prostu zapakować i zabrać ze sobą do domu. A co, nic się nie zmarnuje a i kolacja będzie ;-) Wszystkie potrawy są przygotowywane w wersji łagodnej, można je dowolnie modyfikować, uwzględniając gusta młodzieży np. zielonego nie jem, kukurydzy nie lubię itp. A! I jeszcze jedno słowo o kredkach i kolorowankach - te ostatnie nawiązują motywami do wizerunku i charakteru knajpki (wybierzcie się, sprawdźcie!), kredki są natemperowane (hihi, tu już zahaczam o naprawdę istotne dla knajpki szczegóły ;-P) i "podane" w plastikowym kubeczku - chwała za to, żadnego szkła pilnować nie trza. Jedyny minus z małym dzieciem - brak przestrzeni na przebranie towarzystwa, toaleta ku celom tym raczej się nie nadaje z racji metrażu. Ze względu na niewielkie rozmiary knajpki raczej też małe dziecko trudno nakarmić piersią w dyskretny sposób. Jedziemy dalej.

DWA - darmowa woda :-) Mała rzecz, a cieszy. Jeszcze rzadko spotykana w polskich knajpkach, a szkoda.

TRZY - atmosfera miejsca - luźna, swobodna, barowa, dosłownie kilka stolików. Są i wysokie krzesła, są i niskie ławeczki, każdy tam znajdzie przestrzeń dla siebie.

CZTERY - całkowity freestyle w doborze potraw. Działa to tak - wybierasz "dodatek skrobiowy" (enchilada, nachos, tortilla, burrito, tacos, quesadilla), wybierasz "środek" (szarpana wieprzowina, chilli con carne, kurczak, więcej nie pamiętam, wybaczcie), do tego sosy i różne różniste składniki, włączając pikantne dodatki, świeże zioła, kolendra obowiązkowo. Każdą potrawę można zamówić w różnych wersjach ostrości. Samodzielne również można "dosmaczyć". Alicja decyduje, że chce koniecznie "kłesadiję" i dostaje ją z kurczakiem, serem (zawsze 100% cheddar), papryką. Dawid próbuje tacosy, Ja również quesadilla z szarpaną wieprzowiną. Wszystko jest bardzo autentyczne, świeże. Uwielbiam w tych daniach to, że mają świeże zioła (kolendra, mniam mniam), fajne sosy, idealny dla mnie poziom ostrości. Alicja kocha posypkę z granata.
Jedzenie jest tak dobre, a knajpka tak się nam podoba, że wracamy tam po 2 tygodniach. Próbujemy jeszcze kremu z kukurydzy (pycha! z mlekiem kokosowym, na łagodny sposób, bo dzieć miał jeść, ale nie zechciał), nachosów i enchiladę. Podobnie udane spotkanie z tex-mex kuchnią, więc wróżę nam kolejną wizytę :-)

PIĘĆ - pomocna, uśmiechnięta, wyluzowana obsługa, to się liczy :-)

SZEŚĆ - dania dostaliśmy w ekspresowym tempie, wszyscy w tym samym czasie, czytaj nikt nikomu nic nie wyżerał ;-)

SIEDEM - mają na wynos i na dowóz! :-)

Krewetek nie było, ale Alicji się podobało :-) Nam, jak wyżej - bomba znaczy się :-)
Polecam! Kasia ;-))))

CO: GringoBar
GDZIE: ul. Piekary 25, Poznań
JAK: kuchnia tex-mex z polskim przytupem ;-)
WWW: http://gringobar.pl
DLA DZIECKA: o ile mnie oczy i pamięć nie mylą - nawilżane chusteczki w WC ;-), możliwość dostosowania potrawy do gustów i możliwości dziecia, darmowa woda dla wszystkich :-), niezagrażające bezpieczeństwu sztućce

2 komentarze:

  1. Często przechodzę obok i jakoś nie myślałam, by wstąpić. Zachęcasz Kasiu, w bardzo fajny sposób [w tle: burczenie w brzuchu]. Dziecia nie mam, ale czuję, że wewnętrzne bobo będzie ukontentowane. Sprawdzę! PS. Może jakieś foteczki? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tymi foteczkami są dwa problemy - raz nie potrafię robić dobrych. Dwa, zanim się zorientuję, że warto byłoby coś "ustrzelić", mam już połowę talerza w brzuchu ;-P Ale pracuję nad sobą. W kolejnym wpisie powinno być lepiej :-)

    OdpowiedzUsuń