Pad Thai mieliśmy odwiedzić już dawno, bo słyszeli my jak mówią, że smacznie, że oryginalnie tajsko, że będziemy zadowoleni. Mówiła też tak Magda Gessler w "Kuchennych rewolucjach" (co prawda dodała również parę słów krytycznych, ale smak doceniła). Zależało nam na wizycie w czasie, w którym obowiązuje specjalna oferta (menu za 60 zł, o tym za chwilę), a to tylko poniedziałek - czwartek do godz. 17:00. Ociągaliśmy się, bo i daleko, bo co dzieć tam zje, bo chyba miejsce nie na wizytę z maluchem. Ale "męska" decyzja nastąpiła 30 grudnia, w dzień urodzin Dawida ("męska", czyli moja :-) Dawida byłaby, po prostu, męska ;-P).
Po przyjściu do restauracji kelner pokierował nas do stolika, do mniejszej z sal restauracyjnych. Mieliśmy już przygotowane krzesełko do karmienia (Młoda co prawda coraz częściej się na nie obraża, ale jeszcze korzystamy. Woli "kolanka mamusi" albo podłogę ;-)). Wewnątrz restauracji jest dość ciemno (mnie trochę to przytłoczyło), intensywnie pachnie kosmetykami i... odświeżaczem powietrza. Restauracja to równocześnie salon masażu (wiem, to brzmi dziwnie) i niestety dużo bardziej od zapachów kuchni wyczuwalna jest woń olejków eterycznych. Do salonu wchodzi się przez restaurację, właśnie przez salę, w której siedzieliśmy, może dlatego też ten zapach był dla nas tak intensywny. Dodatkowo podczas naszej wizyty do restauracji wkroczyła ;-) (lubię to słowo ;-)) kobieta (manager? właściciel? nie znamy, podejrzewamy ;-)) i wyjmując odświeżacz powietrza w spray'u z torebki intensywnie rozpyliła go w toalecie, korytarzu i wejściu do restauracji (serio serio ;-)) Doprawdy chciałabym w tej restauracji czuć zapach jedzenia, które jest rewelacyjne! Odświeżaczom mówimy nie! ;-)
Przechodząc do menu - jest bardzo bogate, zawiera różnorodne potrawy nie tylko kuchni tajskiej, ale również sushi. Dawid zdecydował się na ofertę specjalną - "Jesz ile chcesz za 60 zł". W ramach oferty należy wybrać po jednej potrawie z pięciu kategorii (przystawka, sushi, zupa, danie główne, deser) i zjeść w całości :-) Wówczas cały zestaw kosztuje 60 zł. Jeśli ktoś nie podoła zjedzeniu wszystkich potraw, jest zobowiązany zapłacić za każdą z nich według ustalonego cennika. Kelner podaje potrawy jedna po drugiej, oczywiście dopiero po skosztowaniu całości danego dania :-) Porcje są nieco mniejsze niż te same dania zamawiane z karty. W naszej opinii i zważając na możliwości naszych żołądków - zjedzenie wszystkiego nie jest wyzwaniem ;-) Ale to my ;-) Jeżeli ktoś z was ma ochotę sprawdzić swoje możliwości, chętnie przyjmiemy zaproszenie na wspólne smakowanie w Pad Thai - oferujemy dojadanie niedokończonych porcji ;-) Krótkie podsumowanie zestawu, który skomponował Dawid:
- przystawka sajgonki - bardzo dobre, rewelacyjne sosy
- zupa Tom Kha - przepyszna, z pływającą weń trawą cytrynową, liśćmi kaffiru, kolendrą, mniami
- sushi - przeciętne
- danie główne Pad Thai - smakowity, poprawny, ale nie dał się na dłużej zapamiętać
- deser owoce w tempurze (banan, ananas) - pyszne
Wszystkie dania estetycznie podane przez bardzo uprzejmego i uśmiechniętego kelnera :-) Pozdrawiamy! ;-)
Ja zdecydowałam się na Phad sen sai phak (smażony makaron pszenny z warzywami znaczy się ;-)) Był bardzo smaczny, aromatyczny, chętnie pożarłabym jeszcze raz :-)
Młode nasze tradycyjnie wypiło dwie szklanki soku pomidorowego, klepiąc się przy tym po brzusiu z odgłosami "mniam mniam pycha mniam mniam". Najlepsze w soku pomidorowym jest to, że jest dla niej i sokiem, i zupą, i sosem, i keczupem ("czepukikiem"). A dla nas, że jest w każdej (o, stop, nie w każdej, ale o tym później ;-)) restauracji. Do soku zamówiliśmy jeszcze pierożki gotowane na parze Kio Nyng z ciasta wan-tan z farszem z polędwicy wieprzowej oraz rollsy z grillowanym tuńczykiem i surowymi warzywami. Wszystko pachnące, świeże, pięknie podane. Bez problemu zamieniliśmy surową rybę z rollsów na tę w wersji grillowanej, a tym samym nasze obawy dotyczące tego, że maluch nie będzie miał co zjeść, okazały się bezpodstawne.
Jak możecie wnioskować ;-) (tutaj odwołuję się do waszej uważnej lektury) z tego, co otrzymaliśmy na talerzach, byliśmy bardzo zadowoleni. Ja z chęcią wróciłabym, żeby posmakować również innych dań z karty. Obsługa restauracji przemiła, pomocna.
Sam klimat restauracji mnie nie przekonuje.
W małym stopniu dopasowana jest dla dzieci (najbardziej się bałam o to szkło na stołach ;-P) - i nie chodzi tu o menu, ale o samą przestrzeń i wygląd restauracji. Koniecznie trzeba zabrać ze sobą jakieś dzieciowe "czasoumilacze". W oczekiwaniu na potrawy, można się wybiegać w dość długim korytarzu, samemu albo z dzieckiem ;-)
Pójdziecie?
Podzielicie się wrażeniami?
CO: Restauracja Pad Thai
GDZIE: ul. Drużbickiego 61, Poznań
JAK: kuchnia tajska, sushi
WWW: http://padthairestauracja.pl
DLA DZIECKA: krzesełko do karmienia, brak przewijaka, ale toalety są na tyle duże, że spokojnie można sobie poradzić na podłodze, if you know what i mean ;-P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz